Nie zdążyłam dobrze ochłonąc po rozwalonych galotach, kiedy na drugi dzień, z samego rańca, znów odwaliłam niezły performans:) Wystarczyło wyjśc na oblodzony chodnik przed domem..... reszty każdy się już domyśla. Dodam tylko że w jednej taśce niosłam jedzonko do pracy, w drugiej zwyczajową damską torbę. Wystrzeliłam nimi w niebo niczym kamole z procy. Płatki owsiane wysypały mi się na łeb, a pomrańcza ukulała się wprost pod nogi dozorcy. Leżąc na garbie i machając jak biedrona nie sposób było zobaczyc jego nachyloną przerażoną minę. W sumie to on spierdzielił sprawę bo zaczał od obsypywania parkingu a nie chodznika pod blokiem. No i stał taki przerażony pewnie czekają na lawinę wizwysk. Ale ja jestm kufa damą, sama pozbierałam się do kupy, otrzepalam z otrebow, zagryzając wary krzywo się uśmiechnęłam i powiedziałam 'dzień dobry'. Faceta wryło, a ja dopiero samochodzie walnęłam gromkim śmiechem. O dziwo nie obilam se nic, yow !
Dziś przeżyłam coś, co w normalnej sytucji uznałabym ze jedno z najbardziej żenujących sytuacji jakie przytrafiło mi sie w żuciu. Mianowicie - spruły mi sie gacie !!!!!
Poszłam do roboty w krótkich spodenkach. Takich ceglanych. Do tego brązowe rajty i nadkolanówki czarno-oczkowe:) Spodenki współgrały z ceglanym 'kominen'. Taki se to nowy faszyn wymylsilam i wszystko by bylo ok , gdybyn nie rozerwały mi sie gacie !!! Chasmko poszły na szwie pod rozporem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jako ze praca ma biurowa, siedziałam, siedziałam i siedziałam....choby do krzesła przywiązana... i targałam z siebie dobrą cała dniówkę. Przecież gdyby któryś z chłopów się kapnął.....to mi się tego nie chce nawet wyobrażac. Mysle ze stałabym sie legendą za życia:) Sytuacja była nienormalna, bo zastała mnie w pozycji siedzącej. Gdybym była na jakimś szkoleniu, na zakupach, w parku, w górach, tj. w sytuacji normalnej, skoczyłabym se chyba z najbliższego wzniesienia, stopnia, mostu itp, ehhhh.
A w Bytomiu cudne kino !!! 4 rzędy po 8 krzeseł !
"Prawdziwa miłośc" okazała się prawdziwie nudna. Ale przeżycie klimatu kina ze stołkami ortopedycznymi i tak bezcenne:) hihihi
Zawsze obśmiewałam postanowienia noworoczne. Dlaczego on nowego roku nagle postanawiamy że zmienimy to czy tamto. Dlaczego nie można wpaśc na to np 18 sierpnia. 1 styczen dzien jak kazdy inny, no nie? No w sumie nie. Bo pierwszy raz w życiu wymyśliłam se postanowienie noworoczne...i wiecie co, trzymanie się tego postanowienia sprawia mi taką frajdę, że szok :)
Tamten rok to jakieś wielkie nieporozumienie. Zaczał się tak jak się skończył. Jakaś wielka pierdolna Sodoma i Gomora. Ale jest pion. Jeden wielki, pierdolny 174 centymetrowy PION !